Pobyt w stolicy Katalonii dobiega końca...
Pozostała nam jeszcze tylko jedna noc w stolicy Katalonii, a tym samym zbliża się zakończenie naszej wyprawy. Jutro o godzinie 17:40 12 uczestników wyprawy odleci z Terminala 2 w Barcelonie, a już po 3 godzinach będą na lotnisku w stolicy Niemiec (Berlinie), skąd o godzinie 4:37 wsiądą w pociąg i przed 9:00 dojadą do Kutna, a stamtąd już do Łodzi - na stacji Łódź Kaliska będą więc we wtorek 31 sierpnia, o godzinie 11:54 (zgodnie z rozkładami jazdy). Rowery wracają już dzięki pomocy Maćka Sadego, który umożliwił im przetransportowanie firmą kurierską - najprawdopodobniej dotrą na dworzec razem z chłopakami, którzy na nich wrócą do domów. W tym samym czasie do Łodzi wracać będzie samochód serwisowy. Po jego powrocie odbędzie się spotkanie wszystkich uczestników wyprawy i rozpocznie ostatni etap wyprawy - przygotowywanie spotkania podsumowującego, o którym jeszcze napiszemy. Już teraz zapraszamy do przybycia na to spotkanie wszystkich, którzy interesowali się naszymi losami i towarzyszyli nam każdego dnia.Dzień XXVI - VENI, VIDI, VICI!
26 sierpnia od początku planowania naszej wyprawy był dniem, kiedy mieliśmy dojechać do celu wyprawy. Pomimo przeszkód pogodowych i terenowych, po pokonaniu 2880 km znaleźliśmy się na ulicach stolicy Katalonii. Mimo tego, ciężko było o uśmiech na naszych twarzach… dlaczego? Odpowiedź znajdziecie w relacji.
Dzień XXV - Z dużej chmury mały deszcz...
O przejeździe przez Pireneje i przekroczeniu granicy francusko - hiszpańskiej, a także o tym, jak wyglądał przedostatni dzień wyprawy postanowił napisać Marcin. Zapraszamy do przeczytania relacji.Dzień XXIV - z wiatrem i pod wiatr...
Czas wrócić na pierwotną trasę, i jechać dalej ku Pirenejom i leżącej za nimi Hiszpanii. Dzień był trudny ze względu na wiatr, który wiał z każdej strony, tylko nie zza naszych pleców, a więc jazda poza górkami i dołkami wymagała manewrowania i balansowania pomiędzy podmuchami wiatru. Co jakiś czas naszym oczom ukazywało się przepiękne Morze Śródziemne, a przed nami piętrzyły Pireneje. O wydarzeniach 24. dnia opowiada w swojej relacji Tomek.Dzień XXIII - Carcassone!
Wczorajszy, późno zakończony dzień postanowiliśmy zrekompensować sobie dłuższym snem i odpoczynkiem. Miejsce, w którym spędziliśmy noc było dość niezwykłe - na terenie zakonu, tuż przy budowanym kościele. Tego dnia mieliśmy ambitny plan - zbaczamy z trasy, aby odwiedzić największy i najlepiej zachowany w Europie zamek - znany niektórym z gry planszowej - Carcassonne. O wizycie na zamku, i pokonanej trasie opowiada Konrad.XXII dzień - Zdobywamy Wybrzeże!
Francja chyba jednak nas nie urzeka - gorąco przez całe dnie (nawet w nocy), do tego dość dużo śmieci i drogi odpowiadające tym, na które tak często narzekamy w Polsce. Dwudziestego drugiego dnia postanawiamy jednak odwiedzić miejsce, którego w Polsce nie znajdziemy - plażę nad Morzem Śródziemnym - słona, zimna woda szybko regeneruje nasze siły i pozwala na dalszą podróż. Jak wyglądał ten dzień? Przeczytajcie w relacji Piotrka.




